sobota, 28 września 2013

CzekoRolada z nadzieniem mascarpone

Na początek proponuję roladę czekoladową z pysznym nadzieniem z owocami i serkiem mascarpone. Zdaję sobie sprawę, że serki mascarpone przekraczają barierę cenową dwóch złotych, przez co wpisują się w jadłospis przez niektórych określany jako burżujski. Jednak zanim wpadnie do waszej rozsądnej głowy pomysł, by sięgać po homogenizowane wyroby... Spójrzcie jak ładnie wygląda plaster rolady, który nie przypomina* skórki z ciemnego chleba upapranej w serku waniliowym.

Zanim zaczniecie kucharzyć, podzielę się z wami moim życiowym doświadczeniem. Nie całym, rzecz jasna, bo tej mądrości życiowej dwudziestolatki nie da się tak po prostu streścić w jednym zdaniu...

Chodzi o cukier. W większości przepisów na różne słodkości możecie wyczytać, że potrzebny jest cukier drobny. Jeżeli jesteście średniozamożnymi studentami (czyli stać was na jakieś 4 bułki w tygodniu) to może wam wpaść do głowy głupi pomysł, aby takowy nabyć. Droga wolna, ale jeśli jeszcze mieszkacie z rodziną, która nie podziela waszego gorejącego entuzjazmu do kunsztu kulinarnego najwyższej klasy – nie róbcie tego. Bardzo możliwe, że ludzie, których nazywasz ojcem lub matką pokażą swoją ciemną stronę mocy i zużyją burżujski cukier do herbaty. Bo przecież tak dobrze się rozpuszcza!
* Reakcja 90% ankietowanych potwierdziła tę tezę.


A teraz długo wyczekiwany przepis:

Rolada czekoladowa z kremem z serka mascarpone

zaczerpnięty z bloga Pieprz czy Wanilia 

Co potrzebujecie na ciacho:
4 jajka
100 g drobnego cukru
100 g mąki
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki kakao
50 g startej gorzkiej czekolady
cukier waniliowy - 16 g



1. Na początek rozdzielacie białka od żółtek i ubijacie same białka.
2. Nadal mieszając, wrzucacie bez pośpiechu cukier, a później (nieco szybciej) żółtka.
3. Następnie mąka z proszkiem do pieczenia i kakao, po chwili- czekoladę w wiórkach.
4. Wylewacie na blachę wyłożoną papierem do pieczenia o wymiarach 28x35 lub zbliżonych (nie dziwcie się, że jest tego tak mało – macie jeszcze krem do zrobienia!). I pieczecie w rozgrzanym piekarniku do 180ºC przez 12-15 minut. Nie dłużej!*

* jeśli będziecie piec dłużej, to najpewniej nie wyjdzie wam punkt 5.

5. Po wyjęciu z piekarnika, nie zważając na ryzyko poparzeń, wyjmujecie ciacho na ściereczkę i zwijacie (wzdłuż dłuższego boku). Jeśli wam nie popęka to jesteście mistrzami, ale w przeciwnym razie – nic straconego!


Składniki na krem:
250 g serka mascarpone
50ml śmietany 18%
2 łyżki cukru pudru

Składniki na polewę:
100 g gorzkiej lub mlecznej czekolady
30 g masła albo śmietanki


Poza tym potrzebujecie:
250g malin/wiśni/borówek – czego dusza zapragnie

1. Krem: miksujecie wszystko i gotowy.
2. Polewa: rozpuszczacie czekoladę
 i mieszacie ze śmietanką lub masłem.


Co dalej?
Rozwijacie ciasto, ręczniczek wrzucacie do prania, szybciutko do środka ciasta nakładacie krem, potem wciskacie w niego owoce i zawijacie z powrotem. Czekoladę rozprowadzacie na wierzchu, jak to się zwykle z polewą robi, a ewentualne pęknięcia potraktujcie czekoladą podwójnie, żeby tłumy podziwiały.


Smacznego!

piątek, 27 września 2013

MINIwstęp


Pytacie skąd pomysł na bloga? Pewnie nie, bo macie inne rzeczy do roboty. Otóż, ja też czasami mam ciekawsze rzeczy do roboty niż pisanie bloga, ale bywają momenty, kiedy człowiekowi odbija i zupełnie nie wie dlaczego.

Zdarzało mi się zaczynać blogi, porzucać je lub zamykać. Nigdy motywacja nie trwała długo. Ale kiedy spojrzałam na Mateo cuisine coś mnie tknęło. A gdyby tak.. znowu spróbować? Powrócić do pasji? Dopiec – i to w niejednym znaczeniu tego słowa?

Wiecie, bo to nie jest tak, że wątpię w talent objawiający się w kuchni któregokolwiek z autorów Mateo cuisine. (Mówię o autorach, a nie o jednym autorze, bo wieloletnie doświadczenie nauczyło mnie, że jego Ego nie jest czymś, co można, ot tak, ignorować). Gdyż, na przykład: pamiętam jak świetnie potrafi zrobić kogel-mogel z moich jajek oraz przywrócić moje naczynia do stanu czystości, za co po dziś dzień jestem mu wdzięczna. Tylko nieśmiała jestem, więc wdzięczna mu jestem w milczeniu.
Mateo jest też świetnym gospodarzem, gdyż mogę zawsze liczyć na ciepłe przyjęcie w jego nieskromnych progach – podróbą ice tea z Lidla i owocami z kruszonką domowej roboty. Mojej.

Podsumowując, nie twierdzę, że Mateo nie ma odpowiednich kompetencji, by dawać światu porady dotyczące cuisine. Uważam tylko, że bez realnej konkurencji to byłoby dla niego zbyt proste!



Więc co do tego pomysłu na bloga, to to taka sztuka dla sztuki i nic więcej.