piątek, 27 września 2013

MINIwstęp


Pytacie skąd pomysł na bloga? Pewnie nie, bo macie inne rzeczy do roboty. Otóż, ja też czasami mam ciekawsze rzeczy do roboty niż pisanie bloga, ale bywają momenty, kiedy człowiekowi odbija i zupełnie nie wie dlaczego.

Zdarzało mi się zaczynać blogi, porzucać je lub zamykać. Nigdy motywacja nie trwała długo. Ale kiedy spojrzałam na Mateo cuisine coś mnie tknęło. A gdyby tak.. znowu spróbować? Powrócić do pasji? Dopiec – i to w niejednym znaczeniu tego słowa?

Wiecie, bo to nie jest tak, że wątpię w talent objawiający się w kuchni któregokolwiek z autorów Mateo cuisine. (Mówię o autorach, a nie o jednym autorze, bo wieloletnie doświadczenie nauczyło mnie, że jego Ego nie jest czymś, co można, ot tak, ignorować). Gdyż, na przykład: pamiętam jak świetnie potrafi zrobić kogel-mogel z moich jajek oraz przywrócić moje naczynia do stanu czystości, za co po dziś dzień jestem mu wdzięczna. Tylko nieśmiała jestem, więc wdzięczna mu jestem w milczeniu.
Mateo jest też świetnym gospodarzem, gdyż mogę zawsze liczyć na ciepłe przyjęcie w jego nieskromnych progach – podróbą ice tea z Lidla i owocami z kruszonką domowej roboty. Mojej.

Podsumowując, nie twierdzę, że Mateo nie ma odpowiednich kompetencji, by dawać światu porady dotyczące cuisine. Uważam tylko, że bez realnej konkurencji to byłoby dla niego zbyt proste!



Więc co do tego pomysłu na bloga, to to taka sztuka dla sztuki i nic więcej.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz